Wolne podręczniki a intuicja i zdrowy rozsądek
Wolne podręczniki to nadzwyczajnie ciekawy projekt. Zanim jednak napiszę, pod jakim względem, kilka słów o samym projekcie.
Ze strony głównej wolnepodreczniki.pl (wyróżnienia moje):
Wolne Podręczniki to tanie i dostępne książki pisane przez samych nauczycieli. Wierzymy, że wiedza powinna być otwarta dla każdego, bez ograniczeń i opłat. Wiemy, że nauczyciele chcą mieć wpływ na kształt podręczników, z których korzystają w szkołach. Wspólnie chcemy uczynić coś dobrego dla polskich dzieci. Wolne Podręczniki są praktyczną realizacją postulatów edukacji dobrej, innowacyjnej i powszechnej.
Z podstrony Informacje:
Wolne Podręczniki to ruch społeczny nauczycieli wolontariuszy, którzy korzystając z internetu tworzą nowe podręczniki dla polskich uczniów. Wikipedia zmieniła sposób, w jaki tworzymy i korzystamy z encyklopedii. Wspólnie możemy zrobić to samo w świecie podręczników.
Wolne Podręczniki są publikowane na wolnych licencjach - czyli takich, które zezwalają każdemu na bezpłatne kopiowanie, rozpowszechnianie i aktualizowanie ich bez konieczności pytania o zgodę zespołu autorów. Dzięki wolnym licencjom można poważnie obniżyć koszt podręczników wydanych w tradycyjnej postaci książek wydrukowanych na papierze, a podręczniki rozpowszechniane w formie elektronicznej będą dostępne za darmo.
W ciągu najbliższych dwóch lat chcemy stworzyć pięć pierwszych podręczników gimnazjalnych do matematyki, fizyki, chemii, biologii i geografii – potem zaś pracować nad kolejnymi. Każdy nauczyciel będzie mógł podręczniki te uzupełniać, rozszerzać i poprawiać zgodnie z własnymi potrzebami i doświadczeniem.
Z bloga Jarosława Lipszyca, koordynatora projektu:
Kolejny krok zrobiony. Dziś uruchomiliśmy nową witrynę projektu Wolne Podręczniki. Przez najbliższe trzy miesiące będziemy rejestrować zgłoszenia wolontariuszy, a potem... A potem - mam nadzieję - wielki start.
Wolne Podręczniki to projekt inspirowany Wikipedią. Chcemy zrobić to samo, ale w dziedzinie podręczników szkolnych. Dzięki wolnym licencjom będą one dostępne i tanie. Już samo to powinno być dobrym argumentem na ich rzecz. Ale nie to jest naszym głównym celem. Naszym głównym celem jest stworzenie podręczników, które będą owocem wspólnej pracy samych nauczycieli. Nauczyciele chcą mieć wpływ na kształt materiałów, z których korzystają w klasach, a w obecnym systemie jest to niemożliwe. Są biernymi konsumentami przemysłu edukacyjnego. Jeśli ten projekt się powiedzie, to tylko dlatego, że jego istotą jest przekazanie kontroli nad kształtem podręczników samym nauczycielom.
Jest coś jeszcze: ideały. Marzę o świecie, w którym dostęp do wiedzy będzie w pełni otwarty, bez restrykcji, opłat i dzielenia ludzi. Ten świat jest w naszym zasięgu. Jeśli nie mogą go nam dać prawodawcy, to stworzymy go sami. To jest właśnie siła wolnych licencji. Naiwne? NIemożliwe? Kiedy ponad 20 lat temu Richard Stallman zaczynał projekt GNU, kiedy 6 lat temu Jimbo Wales i Larry Sanger zaczynali tworzyć Wikipedię także sceptyków było więcej niż entuzjastów. Ale ostatecznie to entuzjaści osiągnęli sukces. Wolne Podręczniki to kwestia czasu (i ciężkiej pracy wielu, wielu ludzi).
OK, a teraz, co jest nadzwyczajnie ciekawego w tym projekcie:
Intuicja i zdrowy rozsądek podpowiadają, że ten projekt nie ma najmniejszych szans powodzenia. Zero. Null.
Proszę jednak nie zrozumieć mnie źle. Nie życzę źle temu projektowi (nikomu nie życzę źle, nawet Gemiusowi). Sam jestem od lat miłośnikiem wolnego oprogramowania i "wolnej kultury". W przypadku Wikipedii i wolnego oprogramowania intuicja i zdrowy rozsądek też podpowiadały, że nie mają szansy na powodzenie, a dzisiaj zmieniają świat. Chciałbym, aby ten tekst za dwa lata był tylko przykładem, jak bardzo intuicja i zdrowy rozsądek potrafią być złudne -- przykładem do jednego z tych podręczników.
Powody, dla których nie ma szans się udać:
-
Brak wyraźnych korzyści
Informacje o projekcie zawierają dużo górnolotnych haseł, a mało konkretów, jakie będą korzyści z wolnych podręczników. Jeśli nie będzie oczywiste, "po co to komu", nie będzie chętnych do pracy.
Niektóre z tych wzniosłych haseł są wprost niedorzeczne i tylko utrudniają zrozumienie sensu projektu. Np. Wierzymy, że wiedza powinna być otwarta dla każdego, bez ograniczeń i opłat. Wiedza już jest "otwarta dla każdego". Mamy biblioteki, upowszechniamy dostęp do internetu, rozwijamy Wikipedię, mamy dozwolony użytek, dzięki któremu możemy swobodnie kserować "wiedzę", pożyczać ją i odsprzedawać. Wszystko to bez opłat. Płacimy za papier, dystrybucję itp. Wolne podręczniki nie zlikwidują tych opłat. Albo: Naszym głównym celem jest stworzenie podręczników, które będą owocem wspólnej pracy samych nauczycieli. Taki cel nie ma praktycznego znaczenia. Liczy się, żeby podręczniki były porządne, użyteczne, przystępne, a nie proces, w jakim powstały.
Dostępność elektronicznych wersji do ściągnięcia za darmo nie wydaje się jakąś wielką korzyścią. W sieci już jest masa materiałów edukacyjnych, może nawet za dużo. Dodatkowa dostępność podręczników nie wniesie tutaj nowej jakości. Dla ucznia, który potrzebuje "wiedzy", nie ma praktycznego znaczenia, czy uzyska ją dzięki wolnemu podręcznikowi z sieci, czy kserując od kolegi.
Niższy koszt podręczników wydanych na papierze wydaje się być jedyną konkretną korzyścią. Pytanie tylko, jakie wydawnictwo będzie chciało wydać takie wolne podręczniki i jaki będzie miało w tym interes? Wydawnictwa lubią monopole i duże zyski, a nie ryzyko i wzniosłe idee. Nawet jeśli na wolne podręczniki byłby popyt (skąd?), to wejście w nie nie jest interesem dla żadnego wydawnictwa, kiedy każde inne może wydać takie same z ceną 10% niższą. W dłuższej perspektywie to prowadzi do licytacji, kto bardziej obniży koszty (np. drukując na papierze gorszej jakości) i/lub zadowoli się mniejszym zyskiem. Wyścigi o grosze, jak przy produkcji papieru toaletowego.
Liczenie tutaj na wsparcie i zrozumienie władz byłoby mrzonką. Korzyści ze stosowania wolnego oprogramowania i otwartych standardów są niewspółmiernie większe i bardziej oczywiste (niższe koszty, wzrost zatrudnienia, wzrost konkurencyjności, niezależność), a jak na razie żyjemy w czasach, kiedy państwo od lat otwarcie wspiera uznanego monopolistę zza oceanu.
-
Problem motywacji
Mamy nauczyciela. Nauczyciel ma skromną pensję. W szkole na głowie niegrzeczne dzieci. W domu żona (mąż) i własne dzieci. W telewizorze Romek -- mówi, że nie będzie podwyżek. Nauczyciel między kolejnymi strajkami zamiast jeździć pograć w golfa pisze po nocach za darmo wolne podręczniki, z których korzyść ma być taka, że będą trochę tańsze (jeśli ktoś je wyda). Haaaaalo, tu ziemia?
W przypadku Wikipedii i wolnego oprogramowania sytuacja z motywacjami różni się co najmniej z dwóch względów.
Po pierwsze: prawie od razu widać korzyści, bo internetowa encyklopedia nie musi być kompletna, bezbłędna, spójna i w twardej okładce, by być użyteczną. Wystarczy, że trafię na jakiś artykuł przypadkiem z wyszukiwarki i (zwykle) odnoszę od razu subiektywną korzyść, co po dziesiątym czy setnym razie może stanowić motywację do włączenia się do rozwoju (uzyskałem potrzebne informacje dzięki temu, że ktoś kiedyś je dopisał, może sam coś kiedyś dopiszę?).
Po drugie: udział nie jest zobowiązujący, więc nie potrzeba silnych motywacji. Mogę coś dopisać, poeksperymentować z programem itp., jeśli mi się zechce i kiedy mi się zechce. Nie ma terminów, nic się nie dzieje, jak coś nie wyjdzie, albo jak odejdzie mi w połowie ochota do dalszej pracy. W przypadku wolnych podręczników nauczyciele mają się zgłaszać (zobowiązywać), niewiele wiedząc nawet, jaką mieliby pracę do wykonania.
-
Stopień komplikacji
Opracowanie sensownego podręcznika nie wydaje się być banalnym zadaniem, czymś co nauczyciel gimnazjum może sobie zrobić po godzinach. Podział jeden nauczyciel po jednym rozdziale nie wydaje się być możliwy do zastosowania.
-
Odgórność i "szum"
Pan Stanisław Bąk, nauczyciel gimnazjum ze wsi Kobylanka koło Koziej Wólki, trzy lata temu umieścił za darmo na stronie podręcznik do matematyki dla 3. klasy gimnazjum, który sam opracował na potrzeby swoich wychowanków. Dzisiaj podręcznik znają gimnazjaliści całego kraju, a pan Stanisław razem z nauczycielami z sąsiedniej wsi chce opracowywać następne, także do innych przedmiotów.
Jakoś tak powinna raczej rozpoczynać się historia podręczników, które zmienią polską edukację.
W przypadku wolnych podręczników jest zupełnie na odwrót. Idea odgórna -- stoi za nią fundacja. O projekcie słychać już od roku, ale dzieje się jakoś mało. Jest dużo szumu, są obietnice, wzniosłe idee, mowy o ruchu społecznym, copylefcie i wielkim starcie. Nie ma "tylko" nauczycieli-wolontariuszy.
Reasumując:
- Jak nauczyciele-wolontariusze opracują wolne podręczniki, to będzie cud.
- Jak zdarzy się cud, to będzie potrzebny drugi, żeby ktoś je wydał i na coś się przydały.
Cuda się zdarzają...
2007-02-09 14:02:00 | linkuj